12 grudnia 2016
22 lipca 2016
Two faces. First - Ladies never die.
Czasem tak naprawdę nie wiem jaka jestem. Jaki jest mój charakter, która strona bardziej do mnie przemawia, pasuje? W czym czuje się lepiej? Coś nie tak z moją osobowością? Halo?! Potrzebuje odpowiedzi. Owszem, powtarzałam sobie to non stop. c:
Kiedyś dość często zastanawiałam się nad samą sobą. Jestem bardziej "odpicowaną" dziewczynką, czy typową chłopczycą? Nie wiem czy to jest w ogóle możliwe ale obie twarze pasują do mnie idealnie (przynajmniej tak mówią ludzie, ale ludzie z reguły dużo mówią) i co najważniejsze w obu czuję się dobrze. Nie mam pojęcia czy to szukanie swojego własne stylu w mieszaniu tym wszystkim, czy szukanie swojej osobowości w oddzielnych wydaniach. Raz wolę ubrać podarte spodnie na kolanach
i adidasy, zarzucić na siebie luźną bluzę i snapback'a, kilka dni później wyjść gdzieś w sukience, spódnicy, ładnej dopasowanej bluzce, a na sam koniec tego wszystkiego jest też tak, że ubieram adidasy do spódnicy.... Po dłuższym zastanowieniu się, podjęłam decyzję o tym, że tekstu nie będzie dużo. Po pierwsze, to co chciałam Wam przekazać już przekazałam.
O tutaj -> Otwórz oczy <--- Tak. :).
Po drugie, nie bardzo umiałam to wszystko dobrać w słowa tak jak chciałam. Po pewnym czasie już sama nie wiedziałam, co tak naprawdę chcę Wam przekazać. xD Intencje miałam dobre. Przynajmniej to. :D
i adidasy, zarzucić na siebie luźną bluzę i snapback'a, kilka dni później wyjść gdzieś w sukience, spódnicy, ładnej dopasowanej bluzce, a na sam koniec tego wszystkiego jest też tak, że ubieram adidasy do spódnicy.... Po dłuższym zastanowieniu się, podjęłam decyzję o tym, że tekstu nie będzie dużo. Po pierwsze, to co chciałam Wam przekazać już przekazałam.
O tutaj -> Otwórz oczy <--- Tak. :).
Po drugie, nie bardzo umiałam to wszystko dobrać w słowa tak jak chciałam. Po pewnym czasie już sama nie wiedziałam, co tak naprawdę chcę Wam przekazać. xD Intencje miałam dobre. Przynajmniej to. :D
Więc trzymajcie pierwszą część.. Tą, którą odkryłam i polubiłam dość niedawno. :)
Ogólnie musicie mi wybaczyć, że tym razem zdjęć jest baaaardzo mało. Sama jestem troszkę zła, bo chciałam Wam pokazać jak najwięcej..Niestety wyszło jak wyszło. Niczyja wina. :)
I gdyby kogoś to interesowało. Tak, na pierwszym zdjęciu mam ubrania. xDDD
I gdyby kogoś to interesowało. Tak, na pierwszym zdjęciu mam ubrania. xDDD
10 lipca 2016
Cześć
Problemy, problemy i jeszcze raz problemy ale jestem.
Ostatnio mam trochę zamieszania w życiu jak i na dysku mojego komputera. Wszystko ginie, samo z siebie się usuwa lub po prostu nie chce się otworzyć. Złośliwość rzeczy martwych jak sądzę.
Za jakiś czas (mam nadzieję, że tym razem nie po 4 miesiącach(?)) wrzucę jakiś dłuższy (refleksyjny może) post.
Za jakiś czas (mam nadzieję, że tym razem nie po 4 miesiącach(?)) wrzucę jakiś dłuższy (refleksyjny może) post.
15 marca 2016
Otwórz oczy
W życiu każdego człowieka zdarzają się takie dni, gdzie wszystko jest nie tak jak być powinno. Dosłownie wszystko jest przeciwko, nawet włosy nam mówią:
"nie no słuchaj, to nie nasz dzień"
Yup. #Badhairday #Badfaceday
i tak dalej...
Sądzę, że nikt z Was nie wie, że od kilku lat prowadzę tumblra. Siedząc i przeglądając go praktycznie codziennie na myśl nawija mi się jedno: jest okropnie dużo ludzi, którzy nienawidzą samych siebie. Kompletny brak jakiejkolwiek wartości, są tacy.. może nie wewnętrznie puści, bo to beznadziejnie brzmi, a przeładowani i wypchani masą negatywów, kierowanych tak naprawdę w swoją własną stronę. Zabijają siebie, swoje pasje, odcinają się od wszystkiego co ich otacza. Po co? Dlaczego? Może ktoś z najbliższego otoczenia wybrał sobie ich za "kozły ofiarne" i trwało to tak długo, że w końcu sami przejęli pałeczkę.. Ale mniejsza, powodów szukać nie chce, bo mogą okazać się okropne. Cóż..czas się przyznać, niekoniecznie przed światem a bardziej przed samą sobą, że TAK..Ja też taka byłam. BYŁAM. I mam nadzieję, że już nie będę, że się nie złamię, nie załamię itp. itd. każdy wie o co chodzi. Nie będę przytaczać mojego życiorysu, bo to jest niepotrzebne. Natomiast powiem, że bardzo długi okres mojego życia opierał się na tych smutnych chwilach. Takie kompletne odstawanie od grupy, niedopasowanie lub dopasowywanie się na siłę. Gdy już myślałam, że się udało, że to już to...To jednak zawsze kończyło się na tym, że jakoś tam dziwnym trafem zostawałam sobie sama. Trochę smutne, co? Nie zawsze byłam tą najodważniejszą, śmiejącą się najbardziej i kompletnie nie przejmującą się opinią innych osobą. Owszem, dalej taka nie jestem, ale pracuję nad sobą i chyba dobrze mi idzie.
Wracając, miałam masę złych dni, tak szczerze mówiąc można to podpisać pod złe tygodnie. Gdy wychodziłam z domu przyklejałam sobie ten sztuczny uśmiech, a to tylko dlatego, żeby nie tłumaczyć wszystkim co mi jest. Sądziłam, że moje "problemy" są dla innych błahostkami, że gdy komuś się zwierzę, usłyszę "nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma", więc trzymałam to wszystko w sobie. Szukałam siebie, a przynajmniej próbowałam szukać. Cały czas zmieniałam środowisko, dopasowując swoje zwyczaje, charakter, tylko po to, żeby w końcu gdzieś pasować jak puzzle w układance. Nie chciałam przywiązywać się do ludzi, czasem odczuwałam, że oni do mnie też nie. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że ktoś może mieć tak samo jak ja. Dziś stwierdzam, że bardzo się myliłam. Możliwe, że ogromna ilość ludzi w tym momencie ma gorzej niż ja kiedyś.
Zgoda może i nie mam dyplomu z psychologii czy ogromnej motywacji, którą mogłabym zarażać innych ludzi ale jednak w ciągu tych moich 18 lat upadłam dużo razy i niezależnie od sytuacji potrafiłam się podnieść. Nie zawsze było łatwo, niekiedy trwało to naprawdę długo ale zawsze wstawałam odrobinę silniejsza. I wiecie co? Ostatnio chyba zrozumiałam coś co jest naprawdę ważne.
Czasem musisz upaść na samo dno, żeby móc się odbić.
To właśnie robię..odbijam się, mam nadzieję, że po raz ostatni. Taki konkret. Zaczęłam w siebie wierzyć, lubić samą siebie za wszystkie wady i zalety. Już nie chce się zmieniać i udawać kogoś idealnego. Bycie kimś kim nie jesteście jest męczące.
Macie kawałek mnie, kawałek mojej historii i jedyne co zostaje mi do napisania to, to żebyście otworzyli oczy, oczyścili umysł ze spraw, które was unieszczęśliwiają. Zaakceptujcie swoje wady, bo dzięki nim jesteście niepowtarzalni. Odrzućcie negatywne komentarze i bądźcie obojętni na to jak mówi o Was świat. Nie próbujcie być idealni, idealność jest nudna.
Miejcie jak ja tysiące wad i kilka zalet.
Bądźcie idealnie niedoskonali.
Bądźcie sobą.

(koszulka: sinsay, bluza: ombre, trampki: rockmetalshop)
"nie no słuchaj, to nie nasz dzień"
i tak dalej...
Sądzę, że nikt z Was nie wie, że od kilku lat prowadzę tumblra. Siedząc i przeglądając go praktycznie codziennie na myśl nawija mi się jedno: jest okropnie dużo ludzi, którzy nienawidzą samych siebie. Kompletny brak jakiejkolwiek wartości, są tacy.. może nie wewnętrznie puści, bo to beznadziejnie brzmi, a przeładowani i wypchani masą negatywów, kierowanych tak naprawdę w swoją własną stronę. Zabijają siebie, swoje pasje, odcinają się od wszystkiego co ich otacza. Po co? Dlaczego? Może ktoś z najbliższego otoczenia wybrał sobie ich za "kozły ofiarne" i trwało to tak długo, że w końcu sami przejęli pałeczkę.. Ale mniejsza, powodów szukać nie chce, bo mogą okazać się okropne. Cóż..czas się przyznać, niekoniecznie przed światem a bardziej przed samą sobą, że TAK..Ja też taka byłam. BYŁAM. I mam nadzieję, że już nie będę, że się nie złamię, nie załamię itp. itd. każdy wie o co chodzi. Nie będę przytaczać mojego życiorysu, bo to jest niepotrzebne. Natomiast powiem, że bardzo długi okres mojego życia opierał się na tych smutnych chwilach. Takie kompletne odstawanie od grupy, niedopasowanie lub dopasowywanie się na siłę. Gdy już myślałam, że się udało, że to już to...To jednak zawsze kończyło się na tym, że jakoś tam dziwnym trafem zostawałam sobie sama. Trochę smutne, co? Nie zawsze byłam tą najodważniejszą, śmiejącą się najbardziej i kompletnie nie przejmującą się opinią innych osobą. Owszem, dalej taka nie jestem, ale pracuję nad sobą i chyba dobrze mi idzie.
Wracając, miałam masę złych dni, tak szczerze mówiąc można to podpisać pod złe tygodnie. Gdy wychodziłam z domu przyklejałam sobie ten sztuczny uśmiech, a to tylko dlatego, żeby nie tłumaczyć wszystkim co mi jest. Sądziłam, że moje "problemy" są dla innych błahostkami, że gdy komuś się zwierzę, usłyszę "nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma", więc trzymałam to wszystko w sobie. Szukałam siebie, a przynajmniej próbowałam szukać. Cały czas zmieniałam środowisko, dopasowując swoje zwyczaje, charakter, tylko po to, żeby w końcu gdzieś pasować jak puzzle w układance. Nie chciałam przywiązywać się do ludzi, czasem odczuwałam, że oni do mnie też nie. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, że ktoś może mieć tak samo jak ja. Dziś stwierdzam, że bardzo się myliłam. Możliwe, że ogromna ilość ludzi w tym momencie ma gorzej niż ja kiedyś.
Zgoda może i nie mam dyplomu z psychologii czy ogromnej motywacji, którą mogłabym zarażać innych ludzi ale jednak w ciągu tych moich 18 lat upadłam dużo razy i niezależnie od sytuacji potrafiłam się podnieść. Nie zawsze było łatwo, niekiedy trwało to naprawdę długo ale zawsze wstawałam odrobinę silniejsza. I wiecie co? Ostatnio chyba zrozumiałam coś co jest naprawdę ważne.
Czasem musisz upaść na samo dno, żeby móc się odbić.
To właśnie robię..odbijam się, mam nadzieję, że po raz ostatni. Taki konkret. Zaczęłam w siebie wierzyć, lubić samą siebie za wszystkie wady i zalety. Już nie chce się zmieniać i udawać kogoś idealnego. Bycie kimś kim nie jesteście jest męczące.
Macie kawałek mnie, kawałek mojej historii i jedyne co zostaje mi do napisania to, to żebyście otworzyli oczy, oczyścili umysł ze spraw, które was unieszczęśliwiają. Zaakceptujcie swoje wady, bo dzięki nim jesteście niepowtarzalni. Odrzućcie negatywne komentarze i bądźcie obojętni na to jak mówi o Was świat. Nie próbujcie być idealni, idealność jest nudna.
Miejcie jak ja tysiące wad i kilka zalet.
Bądźcie idealnie niedoskonali.
Bądźcie sobą.
Zgoda może i nie mam dyplomu z psychologii czy ogromnej motywacji, którą mogłabym zarażać innych ludzi ale jednak w ciągu tych moich 18 lat upadłam dużo razy i niezależnie od sytuacji potrafiłam się podnieść. Nie zawsze było łatwo, niekiedy trwało to naprawdę długo ale zawsze wstawałam odrobinę silniejsza. I wiecie co? Ostatnio chyba zrozumiałam coś co jest naprawdę ważne.
Czasem musisz upaść na samo dno, żeby móc się odbić.
To właśnie robię..odbijam się, mam nadzieję, że po raz ostatni. Taki konkret. Zaczęłam w siebie wierzyć, lubić samą siebie za wszystkie wady i zalety. Już nie chce się zmieniać i udawać kogoś idealnego. Bycie kimś kim nie jesteście jest męczące.
Macie kawałek mnie, kawałek mojej historii i jedyne co zostaje mi do napisania to, to żebyście otworzyli oczy, oczyścili umysł ze spraw, które was unieszczęśliwiają. Zaakceptujcie swoje wady, bo dzięki nim jesteście niepowtarzalni. Odrzućcie negatywne komentarze i bądźcie obojętni na to jak mówi o Was świat. Nie próbujcie być idealni, idealność jest nudna.
Miejcie jak ja tysiące wad i kilka zalet.
Bądźcie idealnie niedoskonali.
Bądźcie sobą.

(koszulka: sinsay, bluza: ombre, trampki: rockmetalshop)
22 lutego 2016
Blog vs. Vlog
![]() |
| Tak, to jest screen. |
Zupełnie inaczej jest z blogiem. Swoją historię z pisaniem o duperelach zaczęłam w 1 gimnazjum, czyli prawie 5 lat temu! Przewaliłam się przez masę swoich pomysłów, które teraz oceniam na bardziej durne niż cokolwiek innego. Przeszłam przez tysiące prób, kilka nowych blogów.. aż jestem tutaj. Powiecie pewnie, że blog i vlog to jest to samo. Równie dobrze to co piszę tutaj mogłabym mówić tam. OTÓŻ NIE. Samo to, że taki wpis możecie napisać o każdej porze, to jest naprawdę świetne. Niejednokrotnie siedziałam do 3-4 nad ranem przy kompie i 'tworzyłam' - analizowałam. Miałam ten swój czas na refleksje. Siedziałam w swoim ciepłym łóżku, ze słuchawkami w uszach i na kolanach trzymałam laptopa. Nie zwracałam uwagi na to, która była godzina. Nie musiałam się męczyć z rozstawianiem całego potrzebnego sprzętu. Wyświetlenia powoli sobie rosły i dalej rosną. Cały czas ktoś nowy tutaj trafia i mam nadzieje, że zostaje. :)

Zbierając wszystkie moje myśli w jedną całość:
Kilka dni temu postanowiłam zapytać się WAS czy chcielibyście mnie na tubach. Prawie 60 osób powiedziało wstępne 'tak' dla mojego kanału. Tylko wiecie... odpuścić bloga? Tyle lat starań o coś z czego zaczynam robić się dumna. Okay, rozumiem, że Youtube ma większą siłę, są większe możliwości ale zostaje pytanie, czy ja tego chcę? Czy chce aż tak szybkiego rozgłosu? Już nawet nie chodzi o to, że pisanie to po prostu mniej 'pracy' albo jakby to ładniej ująć mniej przygotowań, tylko przeraża mnie to, że po pewnym czasie na yt może uderzyć mi 'szpanerstwo' do głowy. Bezpieczniejszą opcją wydaje się być blog! :D Zdaje sobie sprawę, że jest coraz mniej osób, które czytają, przyznam się, że ja sama preferuje oglądanie. Jednak lubię być w takim moim świecie i co najważniejsze lubię pisać.
A co do tworzenia filmów na youtube, może kiedyś - dzięki Wam się do tego przekonam. Na dzień dzisiejszy stawiam na bloga i z całego serducha dziękuję, że tu jesteście. ♥
24 stycznia 2016
What's wrong with you?
Nie, nie zapomniałam o blogu, ej!
Jak widać żyję i mam się prawie dobrze. Jeśli chcesz być ze mną na bieżąco i wiedzieć o ewentualnych nowościach:
SPRAWDŹ: instagrama @little_teddybear_
DODAJ: snapchata: @omommisiek
DODAJ: snapchata: @omommisiek
Mam nadzieję, że to co przeczytasz poniżej dotyczy też Ciebie. W przeciwnym razie najprawdopodobniej będę musiała zgłosić się do psychiatry..


Gdy prowadzisz bloga, kanał na yt, piszesz książkę, czy zwykłe opowiadanie na polski, wiesz czego potrzebujesz? Otóż to, weny, pomysłu, nieważne jak to nazwiesz. Wystarczy ruszyć głową, to tylko szkic, po prostu zacznij, przecież reszta przyjdzie sama, prawda? Powtarzałam to sobie jak jakąś mantrę, i rzeczywiście przez pewien czas tak było. Wystarczyło, że usiadłam, położyłam dłonie na klawiaturze i nawet nie wiedziałam kiedy powstał mi całkiem niezły tekst. Jak widać są dni, w których słowa płyną i nie ma siły, abyś mógł je zatrzymać. A teraz coś, żeby nie było tak kolorowo, nie zapominajmy o tym, że tylko CZASEM przychodzą takie dni. Najczęściej, a w moim przypadku pasowałoby powiedzieć, że już nagminnie, trafiają mi się takie, gdzie potrafię siedzieć przed ekranem i napisać, tak szczerze powiedziawszy, jedno zdanie. Oj przepraszam użyłam słowa zdanie? Chodziło mi bardziej o zlepek słów, które osobno może mogłyby tworzyć coś wspaniałego ale połączone ze sobą kompletnie nie współgrają. Co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Przed usadowieniem się na miejscu "pracy" mam masę tematów, na które mogłabym się rozpisywać i tak czy tak bym ich nie skończyła, bo przychodziłyby nowe, natomiast problematyka sama się prosi, żeby ją choć odrobinkę poruszyć. Tylko zawsze wychodzi tak, że gdy już zdecyduję się coś napisać, to siadam i nagle mózg Asi odmawia współpracy, zamyka się u siebie lub irytuję ciągłym, kręcącym się kółeczkiem, pod którym widnieje wielkie 'Loading...'. Mówiąc krótko, po prostu strzela focha. A ja jak ten typowy facet nie mam pojęcia dlaczego. Co do cholery jest nie tak? Jak zwykle po kilku godzinach siedzenia przy tym, odpuszczam, a rzecz jasna nerwy rosną. Gdzie te wszystkie teksty, powiązania między jedną sprawą, a drugą, krótki fragment, gdzie po jego wymyśleniu stwierdziłam 'to się będzie nadawać'? No gdzie? Nie ma, wszystko sobie odeszło.
- Chociaż spokojnie mały człowieku, to wróci, ale o godzinie 23:00 lub 24:00, kiedy to będziesz leżeć już w ciepłym łóżku i nie będziesz mógł nawet otworzyć oczu ze zmęczenia, a co dopiero wstać i to wszystko napisać.
Tak właśnie było przez kilka ostatnich miesięcy, nie mam zamiaru też mówić, że teraz jest lepiej, bo nie jest. Nadal siedzę i myślę, i zmuszam się do napisania chociażby jednego słowa, mając nadzieję, że kolejne będą przychodzić sprawniej. Łudzę się, że pod koniec wyjdzie mi coś logicznego. Jak już możecie zauważyć coś nie bardzo mi to wychodzi. W sumie gdzieś nawet o tym słyszałam, poeta w depresji? Czy jak to tam było. Jeśli ktoś z Was ma pomysł na zapobieganie takim sytuacją, to poproszę. Wezmę kilka. :)
Z niecierpliwością czekam na ferie, choć wiem, że wcale nie będzie tak cudownie jak to każdego roku było. Eh ktoś powiedział, że 2016 będzie lepszy. Jestem ciekawa czy to zwykły noworoczny żart czy może w końcu to COŚ się do mnie uśmiechnie. Przez ostatnie 24 dni bardzo szybko osiągnęłam euforię ale też bardzo szybko to moje mega wielkie szczęście się skończyło.
- Chociaż spokojnie mały człowieku, to wróci, ale o godzinie 23:00 lub 24:00, kiedy to będziesz leżeć już w ciepłym łóżku i nie będziesz mógł nawet otworzyć oczu ze zmęczenia, a co dopiero wstać i to wszystko napisać.
Tak właśnie było przez kilka ostatnich miesięcy, nie mam zamiaru też mówić, że teraz jest lepiej, bo nie jest. Nadal siedzę i myślę, i zmuszam się do napisania chociażby jednego słowa, mając nadzieję, że kolejne będą przychodzić sprawniej. Łudzę się, że pod koniec wyjdzie mi coś logicznego. Jak już możecie zauważyć coś nie bardzo mi to wychodzi. W sumie gdzieś nawet o tym słyszałam, poeta w depresji? Czy jak to tam było. Jeśli ktoś z Was ma pomysł na zapobieganie takim sytuacją, to poproszę. Wezmę kilka. :)
Z niecierpliwością czekam na ferie, choć wiem, że wcale nie będzie tak cudownie jak to każdego roku było. Eh ktoś powiedział, że 2016 będzie lepszy. Jestem ciekawa czy to zwykły noworoczny żart czy może w końcu to COŚ się do mnie uśmiechnie. Przez ostatnie 24 dni bardzo szybko osiągnęłam euforię ale też bardzo szybko to moje mega wielkie szczęście się skończyło.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








