Wszystko mnie przytłacza. Za miesiąc o tej porze najprawdopodobniej będę spać albo oblewać wszystkie moje egzaminy. A najbardziej matematykę. W liceum okazało się, że jednak marny ze mnie umysł ścisły.
Jednak matura to nie jest to, co leży, upchane, gdzieś tam w środku, we mnie.
Ostatnio tracę ludzi tak szybko jak tracę spokój i opanowanie.
Cały czas chodzę rozdrażniona, zdenerwowana i ogromnie przejęta.
Zdarza mi się czasem przespać spokojnie kilka godzin. Jednak gdy to się nie udaję, to myślę. Nad wszystkim. Taka ludzka natura, cóż poradzić? Nie tylko ja gapię się w sufit o 4 nad ranem, przynajmniej to mnie odrobinę pociesza.
Kilka dni temu, uświadamiając sobie, że za chwile kończę 19 lat, zorientowałam się, że moje decyzje, moje poglądy na świat, na rzeczy błahe, ważne czy codzienne, że moje doświadczenie, cel w życiu, odpowiedzialność, to wszystko jest gówno warte.
Dlaczego?
Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Ponieważ albo czegoś z wyżej wymienionych nie ma wcale albo to nie jest moje. Nie czuje się dobrze, czuje się wręcz fatalnie. Emocjonalnie, psychicznie i fizycznie, jestem rozszarpana między mną samą, mną taką jaką chcę być, a tym..co na to moja mama.
Chyba zostałam odrobinę źle wychowana, chyba za bardzo z góry mam narzucone jaka mam być.
Chyba przerasta mnie bycie "doskonałą". Chyba nie umiem sobie poradzić z tym na jaką każdy chce mnie kreować.
Halo, no kurwa, nie będę. Przykro mi.
Przez całe życie starałam się doskoczyć do stawianego mi poziomu, wręcz codziennie ryczałam z powodu, że nie umiem wszystkich zadowolić, że każdego zawodzę.
Ciężko jest dorównać oczekiwaniom. Tym bardziej, że ja nigdy nie chciałam być 'tą najgorszą'.
Zawsze chciałam, żeby mama była ze mnie dumna.
Chyba nie czuje tej dumy.
Ogarnia mnie bezsilność. Taka jakiej nigdy wcześniej u mnie nie było. To mnie przeraża.
Najgorsze jest to, że gdy stawiam na swoim to słyszę tylko słowa rozczarowania, słowa, które naprawdę potrafią ukłuć.
Nie bój się mieć własnego zdania. Pokazuj je, jest Twoje.
Nie pozwól, żeby w pewnym momencie je ktoś stłamsił i zakopał.
To nie kapsuła czasu, tego nikt po latach nie wykopie.