18 kwietnia 2017

Duże dziecko

Wszystko mnie przytłacza. Za miesiąc o tej porze najprawdopodobniej będę spać albo oblewać wszystkie moje egzaminy. A najbardziej matematykę. W liceum okazało się, że jednak marny ze mnie umysł ścisły.

Jednak matura to nie jest to, co leży, upchane, gdzieś tam w środku, we mnie.

Ostatnio tracę ludzi tak szybko jak tracę spokój i opanowanie.
Cały czas chodzę rozdrażniona, zdenerwowana i ogromnie przejęta.
Zdarza mi się czasem przespać spokojnie kilka godzin. Jednak gdy to się nie udaję, to myślę. Nad wszystkim. Taka ludzka natura, cóż poradzić? Nie tylko ja gapię się w sufit o 4 nad ranem, przynajmniej to mnie odrobinę pociesza.

Kilka dni temu, uświadamiając sobie, że za chwile kończę 19 lat, zorientowałam się, że moje decyzje, moje poglądy na świat, na rzeczy błahe, ważne czy codzienne, że moje doświadczenie, cel w życiu, odpowiedzialność, to wszystko jest gówno warte.

Dlaczego?

Odpowiedź jest zaskakująco prosta. Ponieważ albo czegoś z wyżej wymienionych nie ma wcale albo to nie jest moje. Nie czuje się dobrze, czuje się wręcz fatalnie. Emocjonalnie, psychicznie i fizycznie, jestem rozszarpana między mną samą, mną taką jaką chcę być, a tym..co na to moja mama.

Chyba zostałam odrobinę źle wychowana, chyba za bardzo z góry mam narzucone jaka mam być.
Chyba przerasta mnie bycie "doskonałą". Chyba nie umiem sobie poradzić z tym na jaką każdy chce mnie kreować.

Halo, no kurwa, nie będę. Przykro mi.

Przez całe życie starałam się doskoczyć do stawianego mi poziomu, wręcz codziennie ryczałam z powodu, że nie umiem wszystkich zadowolić, że każdego zawodzę.

Ciężko jest dorównać oczekiwaniom. Tym bardziej, że ja nigdy nie chciałam być 'tą najgorszą'.
Zawsze chciałam, żeby mama była ze mnie dumna.

Chyba nie czuje tej dumy.

Ogarnia mnie bezsilność. Taka jakiej nigdy wcześniej u mnie nie było. To mnie przeraża.
Najgorsze jest to, że gdy stawiam na swoim to słyszę tylko słowa rozczarowania, słowa, które naprawdę potrafią ukłuć.

Nie bój się mieć własnego zdania. Pokazuj je, jest Twoje.
Nie pozwól, żeby w pewnym momencie je ktoś stłamsił i zakopał.

To nie kapsuła czasu, tego nikt po latach nie wykopie.

24 stycznia 2017

Ci wege i Ci nie.

Nie rozumiem wielu spraw, które są związane z wegetarianizmem czy weganizmem. W temacie jestem dość świeża ale czy od zawsze były prowadzone między tymi dwoma "światami" takie wojny? O tak naprawdę wielkie NIC?..Halo przecież dieta roślinna nie jest zła! Chociaż z drugiej strony mięso też nie jest złe..a kebaby to istna magia, są okropnie niezdrowe ale to jednak magia. :D

Generalnie od paru miesięcy sama jestem (z tego co wyczytałam) semi-wegetarianką, inaczej rzecz ujmując pół-wegetarianin. Opisują to jako okres przejściowy między tym wszystkim bla bla bla. Za źródło posłużyła mi dobrze znana wszystkim Wikipedia. Jeśli ktoś jest ciekaw wystarczy wpisać frazę w google. Wszystko tam jest!

Mieszając w tym wszystkim jeszcze bardziej ale w końcu jakoś sensownie zaczynając, powiem, że nie uznaje siebie jako człowieka "wege", dlaczego? Otóż:

  • nie zmieniłam drastycznie swojego punktu widzenia . 
  • nie nawołuje całej rodziny i znajomych do podążania za mną, tak jak to narzucali inni 'Zieloni'. 
  • nie zamieniam moich kosmetyków na te testowane inaczej. 
Ostatecznie też nie wycofałam z mojej diety ryb, co dla niektórych jest niedopuszczalnym czynem. Przecież ryby też mają uczucia. Także chyba nawet nie zasłużyłam na miano "wegetarianka". Przechodząc dalej...ostatnio napotykam się na wiele, wiele, naprawdę wiele dram. To już nie są sprzeczki, o to kto ma rację, to są istne dramy o nic! Ślepe narzucanie swoich racji, wyzywanie się nawzajem. Niekiedy to wygląda komicznie, po prostu obrzucanie się mięsem, o które są całe afery. Wrzucanie wszystkich do jednego worka, wegetarianie zachowujący się tak jakby nigdy kurczaka w ustach nie mieli. Mięsożercy, zwolennicy codziennego obiadu składającego się ze schabowego, mówiący, że ludzie na takich dietach się głodzą, umierają, nie dostarczają swojemu organizmowi potrzebnych witamin...no tak przecież właśnie w taki sposób rodzą się anorektyczki. Ręce opadają. Teraz HIT, czytając to nie wiedziałam czy mam się śmiać czy zacząć płakać. Chodzi o kontrargument jednej z weganek na jakimś forum dyskusyjnym do argumentu mięsożercy, ściślej mówiąc tekst "O..próbujesz zagłuszyć swoje poczucie winy?". Szok moi drodzy.. SZOK. Tym bardziej, że człowiek napisał normalny komentarz, wyznał, że bardzo lubi mięso i on sam nie widzi w jedzeniu go nic złego, przecież po to ono też jest. NIE KUŹWA, OKŁAMUJESZ SIĘ.. nie mogę.. xD Wiecie, wiedząc, że takie coś jest, że tacy ludzie są i wywołują burze wszędzie gdzie się da, to teraz wcale się nie dziwie, że gdy mówię, że nie jem mięsa, osoba rozmawiająca ze mną bardzo dziwnie reaguje.




Jestem ciekawa jakie Wy macie na ten temat zdanie i pamiętajcie, że nie każdy Zielony chce nawracać! Hej.